Aktualności

Pokazy z fizyki w Lublinie

  • Napisane przez  Jan Kanty Trościński
  • Dział: Gimnazjum
  • Czytany 1123 razy
Dnia 28.09.2015 r. grupa uczniów pracujących w kołach matematycznym i fizycznym oraz uczestniczących w konkursach z tychże przedmiotów pod opieką Pań mgr mgr Małgorzaty Kołeczek i Katarzyny Kieliszek wyruszyła do Lublina na Uniwersytet im. Marii Curie-Skłodowskiej celem poszerzenia wiedzy z zakresu czterech działów nauki, której dziećmi byli tak wybitni uczeni jak Albert Einstein czy Isaac Newton.
Pozwolę sobie na pominięcie opisów doświadczeń, ponieważ stan mojej wiedzy uniemożliwia mi rzetelny opis części składowych pokazów. Mogę co najwyżej opisać z grubsza to ci się tam działo.
Wyjechaliśmy ok. godz. 7.30 busem marki Mercedes. Niestety nie był to MERCEDES tylko mercedes, co można było odczuć po odległość dzielącej oparcie fotela przed pasażerem do jego nóg. Nie mniej jednak ruszyliśmy, co było godne podziwu. Około godziny 10.00 dotarliśmy do Stolicy Województwa Lubelskiego.
Samo miasto jednak nie zrobiło na nas wrażenia. W kwestii achów i ochów wciąż na pierwszym miejscu pozostają niezagrożone detronizacją warszawskie Złote Tarasy. Po przejechaniu przez nudne przedmieścia wyglądające mniej więcej tak: 8 starych, socrealistycznych bloków i 1 nowoczesny budynek. I tak w kółko. Nagle niespodziewanie skręciliśmy w drobną uliczkę i zatrzymaliśmy się. Byliśmy na miejscu. Sam gmach wydziału fizyki w żaden sposób nie kojarzył się z „fizyką dnia dzisiejszego będącą matką techniki jutra”. Powiem więcej. Miało się tam wrażenie, że „architektura ustroju słusznie minionego determinuje wygląd prawie każdej placówki oświatowej w Polsce”. Hmm, czyżbym właśnie odkrył jakąś prawdę, za którą dostanę Nobla? Nieważne.
Po przeczekaniu około 15 minut w stanie zniecierpliwienia (uczucie to nie było znane Guru Duchowemu tej wycieczki, która czuła jedynie rozrzewnienie spowodowane nawrotem wspomnień), zostaliśmy skierowani do pierwszej auli wykładowej. I tutaj mnie zatkało: BUM! świetnie oświetlona, odremontowana sala , wyposażona w najnowszy sprzęt (m.in. kamerę termowizyjną wartą 10 tys. zł., ale o tym później) oraz przede wszystkim w nowiutkie, bardzo wygodnie siedzenia. Po przeczekaniu kolejnych 10 minut i zobaczeniu w oczach opiekunów czegoś w rodzaju „ty sobie nie myśl, że Ciebie i Twojego Kolegi nie widzę”, rozpoczął się wykład. Najpierw zaprezentowano nam podwieszony pod sufitem, strzelająca cząstka , potem wyjaśniono nam dlaczego od tego atomu odpadło kilka protonów i elektronów, a następnie rozpoczęto właściwą część pokazu. Były tam doświadczenia wszelakiego typu. Od sprawdzanie siły promieniowania doniczek i gleby, do porównywania promieniotwórczości specjalnych próbek. W skrócie: wszystko, co uczeń gimnazjum może sobie wymarzyć.
Po około 10 min. rozpoczął się następny pokaz, który dotyczył fizyki latania. I tutaj podobnie jak na poprzednim wykładzie, przedstawiono nam masę doświadczeń. Od działania śmigła na wózku bez tarciowym, do latającego helikoptera na wyciągu. Niewątpliwie jednak największą zaletą tego pokazu był jeden z prowadzących –podczas występu grał jak w kabarecie . Nie potrafię tego wyrazić w słowach, jednakże osoby z którymi spędziłem czas na tej wycieczce wiedzą, o co chodzi.
Następnie udaliśmy się do kolejnej auli, bliźniaczej do naszej, która miała jednak znaczącą różnicę. Te same wygodne fotele były obite materiałem! Gdy już wszyscy nacieszyli się wygodą tychże foteli, rozpoczął się kolejny pokaz, tym razem dotyczący światła. Światło ma to do siebie, że potrafi dać po oczach. Czas spędzony na tym, niewątpliwie bardzo ciekawym wykładzie, był jedynym momentem w moim życiu, kiedy żałowałem, że nie mam okularów przeciwsłonecznych. Lasery, obraz wyświetlany na wirującym śmigle, napis, który można odczytać tylko gdy kręci się głową były tylko nielicznym przykładami doświadczeń świetlnych. Oświeceni tą wiedzą, z błyskiem w oczach, czekaliśmy na czwarty, ostatni wykład.
Dotyczył on elektryczności i wstrząsnął nami, jak moje dowcipy czytelnikiem. Było głośno, iskrząco a przez pewien czas nawet wydawało się, ze niebezpiecznie. Na szczęście żaden z prowadzących nie został boleśnie kopnięty. Z tego powodu pozwolę sobie na parafrazę „fizyka prąd nie tyka”. Po tych jakże fascynujących pokazach prawdopodobnie nikt nie czuł niedosytu. Niestety, ponieważ nasi opiekunowie byli przedstawicielami dwóch nauk ścisłych, moja propozycja pójścia na starówkę została natychmiast odrzucona. Udaliśmy się natomiast do pobliskiej galerii (jeżeli komuś skojarzyło się to z budynkiem, w którym jest dużo obrazów i rzeźb, to jednak lekcje sztuki i języka polskiego nie poszły na marne) handlowej, gdzie dostaliśmy trochę czasu na zjedzenie posiłku. I tak, około godziny 15.00 wróciliśmy do busa i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Czas upłynął nam szybko, jednakże wysiadając z naszego środka transportu byłem troszkę zmartwiony. Przecież była dopiero 17.00! Nie ma szans, że nie pójdę jutro do szkoły. No i owszem, poszedłem, ale nigdy później lekcja fizyki nie była taka sama.
Jan Kanty Trościński
Ostatnio zmienianyśroda, 09 grudzień 2015 21:25

O szkole

  • Historia
  • Patron szkoły
  • Aktualności
  • Wydarzenia
  • Informacje o szkole
  • Nauczyciele
  • Sport
  • Biblioteka
  • Fakty i statystyki
  • Media społecznościowe
  • Kontakt

Szkoła Podstawowa

  • Historia
  • Patron szkoły
  • Aktualności
  • Wydarzenia
  • Informacje o szkole
  • Nauczyciele
  • Sport
  • Biblioteka
  • Fakty i statystyki
  • Media społecznościowe
  • Kontakt

Gimnazjum

  • Historia
  • Patron szkoły
  • Aktualności
  • Wydarzenia
  • Informacje o szkole
  • Nauczyciele
  • Sport
  • Biblioteka
  • Fakty i statystyki
  • Media społecznościowe
  • Kontakt

Koła naukowe

  • Historia
  • Patron szkoły
  • Aktualności
  • Wydarzenia
  • Informacje o szkole
  • Nauczyciele
  • Sport
  • Biblioteka
  • Fakty i statystyki
  • Media społecznościowe
  • Kontakt

Życie w szkole

  • Kalendarium
  • Z życia uczniów
  • Dla uczniów
  • Dla rodziców

Log in